Ponad rok później
czwartek, 14 Styczeń 2010
Na pewno jest inaczej…
To prawda, mniej płaczę ale czy jest lepiej? Myślę, że to złe słowo- lepiej to już chyba nigdy nie będzie.
Był to rok pełen zmian, kolejnych niespodzianek, nowych wyzwań i pokonywania siebie.
Wciąż chcę łączyć w jedną całość to, co życie usilnie próbuje oddzielić.
W rocznicę Jej odejścia rozpamiętywałam tamten czas… zastanawiając się nad tym, co zrobiłam źle i w którym momencie powinnam postąpić inaczej. W obliczu śmierci nawet najdrobniejsze szczegóły stają się cholernie ważne a czas płynie w zwolnionym tempie.
Pamiętam dzień moich imienin, było to 6 dni przed śmiercią, spędziłam go przy Jej łóżku, niewiele już mówiła i bardzo cierpiała. Moim jedynym życzeniem było zabrać Jej ten ból a bezsilność zżerała mnie od środka…
Zamiast życzeń pogłaskała mnie po policzku i pocałowała… to było najpiękniejsze święto w moim życiu i żadne słowa nie były nam potrzebne.
Czasem przychodzi do mnie w snach, żyjemy tam dniem codziennym, beztrosko i z uśmiechem na ustach. Czasem pojawia się w chorobie ale zawsze silna i walcząca. Taka właśnie jest moja mama.
Nowy rok 2010 rozpoczęłam z wiarą i nadzieją na lepszy czas, szczególnie w sprawach rodzinnych. Dzięki wszystkim bliskim mi osobom osiągnęłam jakąś równowagę, choć wciąż niezwykle chwiejną…