Brakuje mi Jej…
piątek, 5 Grudzień 2008
Brakuje mi Jej…
Ostatnio – jadąc autobusem – czułam zapach oddziału Onkologii, zapach tego cierpienia, chemii.
Widziałam te przerażone twarze kobiet, które nie wiedzą co stanie się z ich życiem za miesiąc, rok… I wszystko mi się przypomniało.
Zawsze gdy po raz kolejny opuszczałam to miejsce, w myślach życzyłam sobie, żebym nie musiała tam wracać.
Wchodziłam tam, jak do innego świata, pełnego sztucznych uśmiechów i często złudnych nadziei. Sama należałam do tych osób i chyba nie ma się czego wstydzić, mimo że moja nadzieja okazała się niewiarygodnie złudną.
Czasem czuje jej obecność, ale to tylko chwilę…
Często łapię się na tym, że chcę czym prędzej do niej zadzwonić, dzielić się sukcesami i porażkami mej codzienności i gdy trzymam już w dłoni telefon to dociera do mnie rzeczywistość. Robię to już odruchowo, w książce telefonicznej przecież ciągle mam jej numer, choć już od dłuższego czasu panienka mówi – “wybrany numer jest nieprawidłowy…”. Skąd wiem?
Wiem, bo dzwonię… Tylko po co? Tego sama nie wiem.
Wciąż jeszcze szukam siebie w tym nowym, wybrakowanym świecie.