Ponad rok później

czwartek, 14 Styczeń 2010

Na pewno jest inaczej…

To prawda, mniej płaczę ale czy jest lepiej? Myślę, że to złe słowo- lepiej to już chyba nigdy nie będzie.

Był to rok pełen zmian, kolejnych niespodzianek, nowych wyzwań i pokonywania siebie.

Wciąż chcę łączyć w jedną całość to, co życie usilnie próbuje oddzielić.

W rocznicę Jej odejścia rozpamiętywałam tamten czas… zastanawiając się nad tym, co zrobiłam źle i w którym momencie powinnam postąpić inaczej. W obliczu śmierci nawet najdrobniejsze szczegóły stają się cholernie ważne a czas płynie w zwolnionym tempie.

Pamiętam dzień moich imienin, było to 6 dni przed śmiercią,  spędziłam go przy Jej łóżku, niewiele już mówiła i bardzo cierpiała. Moim jedynym życzeniem było zabrać Jej ten ból  a bezsilność zżerała mnie od środka…

Zamiast życzeń pogłaskała mnie po policzku i pocałowała… to było najpiękniejsze święto w moim życiu i żadne słowa nie były nam potrzebne.

Czasem przychodzi do mnie w snach, żyjemy tam dniem codziennym, beztrosko i z uśmiechem na ustach. Czasem pojawia się w chorobie ale zawsze silna i walcząca. Taka właśnie jest moja mama.

Nowy rok 2010 rozpoczęłam z wiarą i nadzieją na lepszy czas, szczególnie w sprawach rodzinnych.  Dzięki wszystkim bliskim mi osobom osiągnęłam jakąś równowagę, choć wciąż niezwykle chwiejną…



Wiosna

sobota, 6 Czerwiec 2009

Wiosna bez Ciebie jest przerażająco pusta. Żyję wspomnieniami z tej ostatniej wiosny, którą mogłyśmy spędzić razem.

Pustka na Twoim ukochanym tarasie, na ktorym zawsze tak lubilysmy przesiadywać.  Wciąż podziwiałaś swoje kwiaty a w przerwach między kolejnymi pacjentami wyrywałaś chwasty.  Cieszyło Cię tak niewiele…

Byłam dziś na cmentarzu… wciąż nie mogę się z tym oswoić.  Promienie słońca przypomniały mi, gdy ostatniego lata tak bezsilna miałaś marzenie podejść do okna i chociaż popatrzeć na ogród.  Stałyśmy przy parapecie i trzymałam Cię z całych sił żebyś chociaż nie upadła i mogła przez chwilę rzucić okiem na swoje podwórko. Marzeniami stało się, chodzenie, wstawanie, siadanie, jedzenie… wyzdrowienie.

Dostałam od życia wielką lekcję pokory. Niebywałe co może pozostać z człowieka. Z mojej ukochanej Mamy- tak silnej, młodej, tak radosnej i pełnej życia kobiety.  Twój czas już się wypełnił…

Co będzie ze mną? Wróć, miałaś mnie nie zostawiać…



Dzień Matki

sobota, 30 Maj 2009

Dzień Matki starałam się obejść udając że nie wzbudza on we mnie żadnych emocji. Wszędzie o tym trąbili  a ja chciałam te wszystkie reklamy, kwiatki i wszelkie inne przypominacze  zebrać i wyrzucić do kosza. Każdy kolejny plakat nawiązujący do tego jakże ważnego dnia powodował, że krzyczałam w myślach “PRZECIEŻ JA NIE MAM MAMY!”.

Ostatnio spędziłam trochę czasu na rozmowach z koleżanką która po części podziela mój los, niby to ja jej pomagałam dobrym słowem i zrozumieniem jak nikt inny ale z drugiej strony nie wiem czy to przypadkiem nie była terapia dla mnie. Wbrew pozorom ja lubię o tym rozmawiać. Ludzie myślą że to co było za nami trzeba jak najszybciej zostawić i iść dalej a ja nigdy nie chce o Niej zapomnieć, była jest i będzie najważniejszą kobietą w moim życiu!

Wczoraj, gdy spędzałam miło wieczór ze znajomymi z roku pierwszy raz zdarzyło mi się coś dziwnego. Rozmowa toczyła się właśnie o mamach, gdy zeszło na moją padło wiele pytań a ja opowiadałam jak najęta i… w pewnym momencie pomyślałam z wielkim entuzjazmem- “Muszę do Niej jutro zadzwonić i opowiedzieć koniecznie o takim zainteresowaniu Jej osobą wsród moich koleżanek” i autentycznie, przez te kilka sekund poczułam się jakby nic się nie stało, chciałam nawet dzwonić natychmiast ale że było grubo po północy to pomyślałam nawet że już śpi. Oczywiście zaraz po tym zeszłam na ziemię, aż sama stuknęłam się w głowę, jak można zapomnieć? Być może był to wynik upojenia alkoholowego, ale przecież nie wypiłam dużo, nie na tyle żeby nie pamiętać TAKICH rzeczy. Wierzcie lub nie ale przez te kilka sekund poczułam się znów ogromnie szczęśliwa… jak kiedyś.



Tęsknię…

środa, 8 Kwiecień 2009

Jestem uparta, nie należę do ludzi uległych i nie lubię gdy coś dzieje się nie po mojej myśli.

Doskonale pamiętam liczne kłótnie z Mamą, kiedy byłam obrażona na cały świat, kiedy potrafiła pokrzyżować moje wszelkie plany i była wtedy moim najgorszym wrogiem. Teraz to wszystko wraca. Dziś cały dzień w myślach słyszę Jej wykrzyczane słowa podczas naszego kolejnego starcia „… Zobaczysz jak to będzie jak Ci matki na tym świecie zabraknie…Wtedy zobaczymy kto miał racje!!!”Każdego dnia przekonuje się o tym, ze racja była jednak po Jej stronie. Chciałabym tylko teraz nacisnąć STOP i zacząć nowa, bogatsza o nowe doświadczenia, mądrzejsza.

Tęsknie za tymi kłótniami, tęsknię za jej dąsami za mówieniem mi, co mam robić, za tym jak uroczym głosem odbierała telefon, gdy do Niej dzwoniłam.

Teraz żałuję ze nie potrafiłam z nią rozmawiać o śmierci w Jej ostatnich chwilach. Ona chyba tez tego unikała dla nas obu było to nie do przeskoczenia a ja starałam się być twarda i przy Niej nie płakać. Teraz żałuję że nie podziękowałam Jej za wszystko, że nie powiedziałam, jaką jest cudowną kobietą i jak bardzo ją podziwiam. Ciągle przywołuje zdarzenia z przeszłości i chce się nimi nasycić, bo wiem, ze nowych już nie będzie.

Minęło już prawie 7 miesięcy a ja wciąż żyje tym, co się stało. W snach wracają do mnie momenty z choroby, śmierci. Czasem budzę się pełna nadziei ze może to tylko zły sen.

Idą Święta i nadchodzi czas wyjazdu do domu, pustego i nasiąkniętego Nią do cna.

Boję się tych dni…

Boże, jak ja tęsknię!



Mimo wszystko…

niedziela, 5 Kwiecień 2009

Samotność mi doskwiera- mimo wszystko…

Najgorsze są weekendy, na które każdy normalny człowiek czeka, wtedy ma czas dla swojej rodziny, przyjaciół, na rozrywki, zakupy, spotkania. Moim problemem jest właśnie nadmiar czasu- dla SIEBIE. Wolne dni zazwyczaj przesypiam, żeby nie ogarniała mnie ta przybijająca aura zbyt długo. Wpadam w niemoc i utwierdzam się w przekonaniu jak bardzo jestem samotna, mimo wszystko…

Stałam się strasznie płaczliwa, łzy mi płyną nawet przez sen, staram się budować wokół siebie skorupę ochronną i nie przejmować się pewnymi sprawami a tak naprawdę wszystko chłonę jak gąbka. Ostatnio jadąc pociągiem czytałam jakąś głupią gazetę, żeby zabić równie głupie myśli i natknęłam się na cytat, który dzięki dobroci serca szczególnie bliskiej mi osoby umieszczony został w nagłówku tego bloga, oczywiście totalnie się rozkleiłam. Postanowiłam że będzie mi tutaj towarzyszył.

W ostatnim czasie miałam … wątpliwą przyjemność parokrotnie odwiedzać Centrum Onkologii. Miałam tam kilka ćwiczeń i niestety odwiedziny u kuzynki która już (mam nadzieję) świętuje z moją Mamą tam na górze. Wczoraj, gdy się dowiedziałam ogarnął mnie żal… tak chciałam żeby przekazała mamie ode mnie parę słów i śmiałam się sama do siebie z własnej głupoty…



Brakuje mi Jej…

piątek, 5 Grudzień 2008

Brakuje mi Jej…
Ostatnio – jadąc autobusem – czułam zapach oddziału Onkologii, zapach tego cierpienia, chemii.
Widziałam te przerażone twarze kobiet, które nie wiedzą co stanie się z ich życiem za miesiąc, rok… I wszystko mi się przypomniało.
Zawsze gdy po raz kolejny opuszczałam to miejsce, w myślach życzyłam sobie, żebym nie musiała tam wracać.
Wchodziłam tam, jak do innego świata, pełnego sztucznych uśmiechów i często złudnych nadziei. Sama należałam do tych osób i chyba nie ma się czego wstydzić, mimo że moja nadzieja okazała się niewiarygodnie złudną.

Czasem czuje jej obecność, ale to tylko chwilę…
Często łapię się na tym, że chcę czym prędzej do niej zadzwonić, dzielić się sukcesami i porażkami mej codzienności i gdy trzymam już w dłoni telefon to dociera do mnie rzeczywistość. Robię to już odruchowo, w książce telefonicznej przecież ciągle mam jej numer, choć już od dłuższego czasu panienka mówi – “wybrany numer jest nieprawidłowy…”. Skąd wiem?
Wiem, bo dzwonię… Tylko po co? Tego sama nie wiem.

Wciąż jeszcze szukam siebie w tym nowym, wybrakowanym świecie.